Klapki, japonki czy sandały? Jakie buty nosimy tego lata?

Kto powiedział, że buty mają być tylko dodatkiem do reszty stroju? W obecnym sezonie buty są przede wszystkim ozdobą i dodają charakteru kreacji, zwracają uwagę i przyciągają wzrok przechodniów. A o to przecież chodzi latem!
      Najmodniejsze w tym sezonie tradycyjnie są japonki, choć to już nie tylko – jak w ubiegłych latach – cieniutkie paski na płaskiej podeszwie w różnych kolorach. Paski – owszem, zostały, ale już nie są pojedyncze i cienkie, a ponadto coraz częściej krój japonek został wzbogacony o wiązanie bądź zapięcie wokół kostki. To zaś może być wykonane z kilku pasków, rzemieni, ale także może przypominać zamszową opaskę, zakładaną na kostkę. Zabudowanie kostki, choć może niezbyt praktyczne w czasie upałów, jest tego lata bardzo trendy. Idealnie nadają się na wieczorne wyjście, na randkę, pasują nie tylko do krótkich spodenek, ale i do letnich sukienek.
      Jeśli nie lubisz japonek i wolisz nosić sandałki – w tym sezonie z pewnością znajdziesz coś dla siebie! Znów modne są bowiem tzw. „gladiatorki” (mężczyźni śmieją się, że to buty dla dziewczyny rzymskiego legionisty), ale tym razem także są zabudowane wokół kostki. Dla tych, którzy wolą klapki – projektanci proponują „gladiatorki” w wersji wsuwanej – równie ładne, z mnóstwem cieniutkich paseczków, klamerek, ale bez wiązań i zapięć. Ważne, by były płaskie i wygodne. Takie buty idealnie sprawdzą się podczas spacerów po plaży i pieszych wędrówek po górskich szlakach. „Gladiatorki” w wersji na wysokim obcasie pasować będą do kreacji na wieczorne wyjścia.
      Letnie buty w sezonie 2010 są przede wszystkim kolorowe i błyszczące! Brązowe i w kolorze nude ozdobione są naturalnymi kamieniami, a czarne i białe przyciągają wzrok naszytymi koralikami, błyszczącymi kamieniami i świecidełkami. Dla wszystkich, którzy wolą bardziej zdecydowane kolory – sandałki i japonki we wszystkich kolorach tęczy – od jaskrawych żółci, przez kolory morza, po fiolety.

W czym na plażę?

Gdy nadchodzi upalne lato, prażące od rana do wieczora słońce skłania nas do zrzucania kolejnych warstw ubrań i ubierania się tak skąpo, jak to tylko możliwe. O ile w mieście nie zawsze wypada założyć szorty czy odkrywającą opalone nogi minispódniczkę, o tyle na plaży panują zupełnie inne reguły i inny, plażowy dress code.
      Oto kilka najważniejszych, niezbędnych w nadmorskich kurortach elementów garderoby:
· kostium kąpielowy – jak na plażę, to oczywiście dwuczęściowy! Nie ma znaczenia, jaki model – czy klasyczny, czy bikini, czy dół będzie miał krój spodenek, fig, stringów czy spódniczki. Najważniejsze, by kostium odsłaniał jak najwięcej ciała, które będziemy wystawiać na słońce. No i musi być kolorowy, w radosnych, letnich barwach i wzorach (kwiaty, palmy, figury geometryczne czy panterka to najpopularniejsze wzory tego lata).
· pareo czy też chustka plażowa – ten dodatek wybierają najczęściej panie, które lubią długie spacery po plaży i chcą ukryć niedoskonałości swojej sylwetki pod zwiewną, delikatną tkaniną. Pareo nie tylko zasłania biodra i uda, ale przede wszystkim zdobi – przepiękne, kwiatowe wzory, hafty, cekiny – wszystko to przyciąga wzrok plażowiczów i dodaje uroku każdej kobiecie!
· szorty – najlepsze na plażę, jeśli rezygnujemy z zakładania kostiumu. W nadmorskich kurortach największą popularnością cieszą się szorty w hawajskie wzory (palmy, kwiaty) – także w wersji dla panów – jak również nieśmiertelne i zawsze modne białe spodenki, idealnie podkreślające piękną, wakacyjną opaleniznę.
· nakrycie głowy – dla panów oczywiście nieśmiertelne czapki z daszkiem, a dla pań – w tym sezonie najmodniejsze są obszerne kapelusze, słomiane lub z tkaniny, ale koniecznie z dużym rondem! Dokładnie takie, w jakich przez wiele lat uśmiechała się do nas z ekranu pani Hanna Bielicka.
· japonki i klapki – co prawda na plaży rzadko chodzi się w butach, ale jeśli chcemy skorzystać z letnich aktywności i np. wybrać się w rejs statkiem po morzu – posiadanie obuwia będzie wskazane. Buty na upalne dni muszą być przede wszystkim wygodne i przewiewne, dlatego panie mogą zrezygnować z ulubionych szpilek, panowie zaś – adidasy zastąpić sandałami.

Tanio, ale z klasą – moda na secondhandy

Ciuchland, lumpeks, szmateks – sklep z używaną odzieżą ma wiele określeń i większość z nich nie kojarzy się pozytywnie. Bo do niedawna kupowanie w tego typu sklepach było powodem do wstydu, ubierali się w nich tylko najbiedniejsi. Dziś na sklepy z odzieżą z drugiej ręki mówi się z angielska „secondhand”, a ubieranie się tam zaczęło być modne!
      Dzisiejsze secondhandy nie przypominają w niczym tych, które pamiętamy z lat 90-tych – niewielkie, osiedlowe sklepiki z koszami pełnymi wymieszanych ubrań, które ważyło się i brało do domu w dużych ilościach. Rzadko zdarzało się, że można było w tych koszach znaleźć coś wartościowego, przeważnie były to stare, niemodne już ubrania, w których wstyd było się pokazać. Od paru lat jednak właściciele tego typu sklepów postanowili zmienić taktykę. Ubrania już nie leżą wygniecione w koszach, a wiszą na wieszakach – osobno damskie, osobno męskie, osobno bluzki, spodnie, kurtki, sukienki – każda rzecz na swoim wieszaku. W większości przypadków – każda z ceną, dzięki czemu nie trzeba już ich ważyć przy kasie, bo z góry wiadomo, ile kosztują. No i najważniejsze – w sklepach z używaną odzieżą są dziś przymierzalnie, jak w każdym innym odzieżowym sklepie.
      Dlaczego kupowanie w secondhandach stało się modne? Bo można w nich znaleźć prawdziwe perełki. To już nie te same, niemodne i przestarzałe ubrania, ale ciuchy dobrej jakości, często z kolekcji znanych butików czy nawet projektantów. Jeśli ma się szczęście i trafi do „szmateksu” w dzień dostawy, można kupić jedwabną bluzkę z H&M za 5 zł, czy żakiet od Marksa i Spencera za 20 zł. Niektóre z tych rzeczy są nieużywane, bo mają jeszcze fabryczne metki.
      Popularność sklepów z używaną odzieżą jest tak duża, że w Internecie powstają ciągle nowe fora, grupy i blogi, na których „ciuchlandomaniacy” wymieniają się uwagami, na temat konkretnych sklepów i chwalą tym, co udało im się tam kupić za grosze.

CPD Düsseldorf 2010 – relacja

Na międzynarodowych targach mody damskiej i akcesoriów CPD w Düsseldorfie (25-27 lipca 2010) prezentowano zarówno najnowsze projekty kolekcji z trendami na sezon wiosna/lato 2011, jak również kolekcje gotowe już do sprzedaży. Wśród 450 wystawców i 950 kolekcji, ponad 40 wystawców wzięło udział w targach po raz pierwszy.

Jak co roku, nie zabrakło też firm i projektantów z Polski. Na targach zaprezentowały się: 9fashion – jedna z największych polskich firm produkujących odzież ciążową, Desperado London – firma specjalizująca się w produkcji i sprzedaży odzieży dla młodych kobiet, P.P.U.H. PAOLA – producent eleganckich kreacji wieczorowych i kostiumów całodziennych, Nutrex – przedsiębiorstwo zajmujące się obrotem naturalnymi skórami futerkowymi oraz dodatkami i galanterią wykonaną ze skór futerkowych, STUDIO ART – Renata Kill-Kentel z Wrocławia. Podczas kilku pokazów pod hasłem „Inspiration & Design” swoje kolekcje z pracowni ZUZA BART zaprezentowała Zuzanna Bartecka – polska projektantka, która od wielu lat eksperymentuje z nitką lnianą.

Aby umożliwić odpowiednią ekspozycję i zapewnić właściwe otoczenie produktom oferowanym przez poszczególnych wystawców, organizatorzy zaoferowali kilka segmentów dla różnych rodzajów mody: Gallery – dla niemieckich i zagranicznych projektantów oraz ekskluzywnych kolekcji skierowanych do kobiet, które lubią eksperymentować i są otwarte na nowe trendy, Italian Suite – dla firm i projektantów z Włoch, zorganizowany we współpracy z włoską Izbą Mody Ente Moda Italia (EMI) , Boutique – jakość, styl i poczucie indywidualności, przeznaczony przede wszystkim dla międzynarodowych marek, kierujących swoją ofertę do średniego segmentu odbiorców, Concept 11 – moda skoncentrowana na innowacyjnych markach i nowych trendach, Modern Essentials, Decorate, Luxury Womens Wear, Big is Beautiful – odzież damska (rozmiary powyżej 42), ale także bielizna, obuwie i dodatki, Maternity – z wygodną, ale także uwzględniającą aktualne trendy w modzie, odzieżą ciążową. Dodatkową atrakcją był przeprowadzony po raz pierwszy pokaz odzieży ciążowej, połączony z tzw. Happy Hour – poczęstunkiem winem i przekąskami, które były znakomitą okazją do spotkania i wspólnych rozmów.

Pomimo nieco niższej w porównaniu z poprzednim rokiem frekwencji (spadek liczby odwiedzających z 18700 do 17000), wystawcy chwalili sobie wielonarodowy charakter targów (licznie reprezentowana była Europa Wschodnia, a goście przybyli aż z 42 państw) oraz fakt, że przejawiali oni dużą gotowość do zamówień, spowodowaną zapewne poprawiającą się koniunkturą i uszczupleniem swoich zapasów magazynowych.
Nie zakończyły się jeszcze, zapoczątkowane już w lutym, zmiany w formacie targów, ale prawdopodobnie zostaną one zrealizowane do końca roku.

Następna edycja targów CPD odbędzie się w dniach 6-8 lutego 2011.

Moda na kapelusze znowu wraca

Kapelusze były modne w latach 20-tych – nasze prababki nosiły je na co dzień. Wtedy niestosownym było pojawianie się gdziekolwiek bez tego nakrycia głowy, a kapelusz był nie tylko ozdobą, ale obowiązkowym dodatkiem.
Z czasem coraz mniej kobiet nosiło te nakrycia głowy, a w ostatnich latach nosiły je tylko starsze panie oraz aktorki podczas teatralnych przedstawień.

Dziś moda na kapelusze znowu wraca – nikogo już nie dziwi młoda dziewczyna, która idzie po ulicy w jaskrawym kapeluszu z szerokim rondem lub w kaszkiecie, niezależnie od tego, jaka jest pora roku. W kapeluszach pojawiają się nawet gwiazdy muzyki i filmu na różnych galach, pokazach, bankietach. Popularność zyskały różne modele kapeluszy:
Fedora – kapelusz z wąskim rondem, z wgłębieniem wzdłuż denka, powstały na początku XX wieku. To dokładnie taki sam model, z jakiego znany był Michael Jackson, który nie pojawiał się na koncertach bez swojego nieodzownego, czarnego kapelusza.
Panama – tradycyjny kapelusz, pochodzący z Ekwadoru, wykonywany tam z liści palmy. Panama najczęściej jest biała lub jasnobrązowa, przepasana czarną wstążką tuż powyżej ronda.
Kaszkiet – to właściwie coś między kapeluszem a czapką – ma daszek z przodu i okrągłe denko. Na początku nosili go tylko mężczyźni, teraz jest równie popularny wśród kobiet
Kapelusz z szerokim rondem, podobnym do tego, które spotykamy w sombrero. Te kapelusze różnią się jednak od meksykańskich nakryć głowy tym, że rondo jest miękkie, a sam kapelusz nie zawsze jest wykonany ze słomy – może być także z innego materiału, w różnych kolorach.
Kupując kapelusz trzeba pamiętać, że musi on dobrze pasować do kształtu naszej głowy i twarzy. Nie może być zbyt głęboki, bo opadałby na czoło i oczy. Trzeba także pamiętać, że kapelusz optycznie powiększa głowę, więc kupując go, najlepiej jest obejrzeć w lustrze całą sylwetkę, by mieć pewność, że nie wygląda się nienaturalnie czy wręcz komicznie.